NIedawno, 8 sierpnia 2025r. minęła 118. rocznica wydania encykliki Pascendi Dominici gregis papieża św. Piusa X. Na temat tego dokumentu powiedziano i napisano bardzo wiele, zarówno bezpośrednio po jego ogłoszeniu, jak i w czasach nam bliższych. Tym razem chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczególny aspekt encykliki Pascendi, wyróżniający ją spośród wielu innych aktów papieskiego nauczania.
Encyklika to nic innego jak uroczysty list otwarty wystosowany przez papieża do wszystkich biskupów katolickiego świata w sprawach ważnych dla całego Kościoła powszechnego. Takie papieskie odezwy bywały wywołane różnymi przyczynami i miały na celu osiągnięcie rozmaitych skutków. Co więc czyni encyklikę Pascendi wyjątkową wśród innych dokumentów tej samej rangi?
Otóż spełnia ona wszystkie warunki, by móc uznać ją za deklarację wojenną. Do czego sprowadza się konwencjonalna deklaracja wojenna? Władze jakiegoś państwa w ustnej lub pisemnej odezwie wzywają do obrony i do walki z nieprzyjacielem, wskazują wroga, demaskują jego posunięcia, wymieniają casus belli, czyli konkretny powód, dla którego można i należy sięgnąć po nadzwyczajne, zbrojne środki działania niedopuszczalne w normalnej sytuacji, wreszcie przedstawiają kroki, jakie należy podjąć, aby ocalić państwo.
Czy nazywanie papieskiej encykliki deklaracją wojenną nie jest przesadą? Łatwo rozwiać tę wątpliwość, zagłębiając się w samą treść dokumentu. Jako bezpośredni powód wydania tej encykliki św. Pius X wskazuje na coraz liczniejsze i coraz bardziej zuchwałe ataki nieprzyjaciół Krzyża Chrystusowego, które wymagają podjęcia niezwłocznych działań zaradczych.
Ktoś atakuje Kościół, więc naszym obowiązkiem jest go bronić. Ale kto jest tym wrogiem? W jaki sposób atakuje on Kościół? Na jakim polu toczy się walka? Po jaką broń sięgnąć, aby bronić się skutecznie? Na wszystkie te pytania święty papież odpowiada obszernie i szczegółowo.
Ale skoro od ogłoszenia tej encykliki mija właśnie aż 118 lat, to czy zawarte w niej stwierdzenia, wnioski i zalecenia mają dziś jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Przekonajmy się sami. Jako głównych wrogów Kościoła św. Pius X wskazuje ludzi, którzy pozostając formalnie wewnątrz Kościoła (zarówno jako świeccy, jak i duchowni) upowszechniają w nim modernistyczne poglądy i postulaty. A czym jest modernizm? Analiza tego zjawiska, jego źródeł i przejawów zajęła papieżowi wiele stron tekstu. Możemy jednak w wielkim uproszczeniu powiedzieć, że modernizm polega na przekonaniu, jakoby źródłem wiary był sam człowiek, a nie nadprzyrodzone Boże Objawienie, przychodzące do człowieka z zewnątrz, przez naukę głoszoną ustami Apostołów i ich następców.
Skoro źródłem wiary jest jakieś wewnętrzne doświadczenie, uczucie lub przeczucie, to nie można już dłużej mówić o religii prawdziwej i religiach fałszywych: dla każdego człowieka jego własne wewnętrzne doświadczenie religijne jest prawdziwe i nikt poza nim samym nie może go osądzać. Wszelkie próby ubrania tego wewnętrznego doświadczenia duchowego w określone formuły słowne są z góry skazane na niepowodzenie, dlatego wiara nie może wyrażać się w niezmiennych dogmatach (usankcjonowanych przez Kościół formułach definiujących prawdy wiary). Jeśli wiara nie jest pochodzącą od Boga nadprzyrodzoną łaską, a jedynie wewnętrznym przeświadczeniem w człowieku, to musi razem z nim zmieniać się i przekształcać, a w konsekwencji muszą też zmieniać się formy jej wyrażania (obrzędy, modlitwy, liturgia) i nauczania (doktryna, katechizm itd.). W końcu musi też zmienić się sam Kościół: zamiast jak dotąd stać na straży niezmiennego „depozytu wiary” będzie musiał ramię w ramię z innymi wyznaniami i religiami wyruszyć na "poszukiwanie prawdy o Bogu, świecie i człowieku". Tak można najkrócej chyba wyrazić ducha modernizmu, który w 1907 r. potępił św. Pius X.
Czy ten duch czegoś nam nie przypomina?
Komentarze
To dla mnie wielka radość, że Pan Beściak pisze dla portalu Wielka Polska Katolicka.
Dzisiaj mamy już nie wojnę z, ale okupację Kościoła. Jak walczyć o wyzwolenie Kościoła? Może również, nie mamy wojny z Polską, a okupację Polski. Trwa wymordowywanie narodu polskiego. Ilu Polaków tak naprawdę pozostało. A jak pozostali,to czy utrzymują narodowe więzi?
Duch ten przypomina np. wprowadzenie NOM, przecież jednym z głównych "argumentów" była potrzeba dostosowanie się do tzw. współczesnego człowieka. Postulat ten , gdyby się choć chwilę nad nim zastanowić jest zupełnie bezsensu, bowiem tzw. „człowiek współczesny” tym bardziej potrzebuje oderwania od hałaśliwej codzienności i kontaktu z sacrum a nie sprofanowanego rytu Mszy Św.
Czy mógłby Pan Beściak się nam przedstawić?