CNOTY W MODERNIZMIE

08.01.2025

Im dłużej przyglądamy się zmianom w nauczaniu Kościoła, jakie zaszły po II Soborze Watykańskim, tym więcej tych zmian oczom katolika się ukazuje. Dziś o czymś, o czym w zasadzie przestało się nauczać, czyli o cnotach. W posoborowych katechizmach cnotom poświęca się o wiele mniej miejsca niż w przedsoborowych. A jeżeli z ambony jakiś kapłan w ogóle mówi o życiu moralnym, następuje tam silna zmiana akcentu z ujęcia opartego na cnotach kardynalnych i Boskich na uzasadnienie moralnego życia, w najlepszym przypadku przykazaniami Bożymi, a w gorszym, na pewną opłacalność naszego moralnego życia dla nas i dla bliźnich.

Takie ujęcie nie jest katolickie. Choć oczywiście nie wolno umniejszać wagi naszych obowiązków względem Pana Boga i bliźnich, czyli zachowywania prawa zawartego w przykazaniach, to ograniczenie się tylko do tego co wolno a czego nie wolno, bez odniesienia do pojęcia cnoty, czyli pewnego trwałego usposobienia/uzdolnienia do właściwego działania, jest wysoce zubożające. Sięgając do źródeł starszych, napotyka się większą koncentrację na cnotach, czyli sprawnościach, umożliwiających nam właściwe działanie. To, czy złamaliśmy prawo, czyli jakieś przykazanie, a zatem zgrzeszyliśmy, jest tam przedstawiane bardziej jako pewna końcówka czegoś szerszego, przedłużenie naszego życia wewnętrznego, efekt zaniedbania konkretnej cnoty, efekt pewnego braku w rozwoju którejś z tych jakości, trwałych usposobień, czyli właśnie cnót.

W nowej nauce znajduję większe akcenty na pojedyncze czyny, dobre lub złe i dobre efekty dobrych czynów oraz złe efekty złych czynów. Mądre źródła podają, że ma to związek z protestantyzacją wiary, gdyż w protestantyzmie jest bardzo silna niechęć do filozofii, do refleksji intelektualnej, do życia wewnętrznego. Mają być tylko proste rady praktyczne. A że myśl protestancka przedarła się za mury Kościoła, podobne nauki pobiera dziś statystyczny katolik. Częściej usłyszy on o wymiarze moralnym takiego czy innego działania niż o związku tych działań z zakamarkami naszej duszy. W tradycyjnej nauce katolickiej natomiast większy ciężar jest przypisywany cnotom. Nie znaczy to, że umniejsza się przykazania, raczej zyskują one na znaczeniu, a na pewno tracą swój dość infantylny rys, które mają w ujęciu "to wolno a tego nie wolno", bez połączenia z usposobieniem duszy, w której mamy robić miejsce dla Pana Boga.

Na koniec tych krótkich rozważań przypomnijmy jakie rozróżniamy cnoty: cztery cnoty kardynalne, naturalne, których źródłem jest natura ludzka, a celem udoskonalanie ludzkiego charakteru i życia, a więc roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo. Natomiast trzy cnoty teologalne, nadprzyrodzone, które objawione zostały przez Pana Boga i znane są przez wiarę a ich celem jest nasz udział w naturze Boga to wiara, nadzieja i miłość. W nauczaniu posoborowym raczej zupełnie leży katechizacja katolików na temat rzeczy tak fundamentalnej jak ujęcie zagadnień moralnych, czyli co wolno a czego nie wolno, w ujęciu cnót.

Nie wiem, mój Drogi Czytelniku, czy ten fakt bardziej mnie smuci czy złości.

Komentarze