Kto mi to chce? Gdyby udało się dotrzeć do młodych ludzi z tym pytaniem ich przyszłość byłaby dużo bezpieczniejsza. O co chodzi w tym pytaniu? O to, żeby bardzo uważnie przyglądać się naszym „pragnieniom”. Pragnienia, zwłaszcza w młodym wieku, są główną siłą napędową naszych działań. Jest więc niezwykle ważne, aby moje pragnienia były naprawdę... moje, a nie wmawiane mi przez kogoś innego.
Kto i w jakim celu chce kształtować moje pragnienia? Dla osób wierzących oczywistym jest, że przede wszystkim nieprzyjaciel człowieka - szatan. Ten jednak posługuje się w swoich knowaniach siłami ziemskimi i tutaj wymienić by można wszystkie ziemskie siły niekatolickie. Natomiast w rozmowach z młodzieżą można ograniczyć się do Wielkiego Biznesu. Chce on naszego czasu, naszych pieniędzy i - być może przede wszystkim - naszej uwagi, która w tych czasach jest bardzo cenną walutą w świecie wielkich koncernów, ale też polityków i mediów. Mój wzrok, słuch i moja uwaga. Tamci wiedzą, że gdy to zdobędą, będą w stanie za pomocą zaawansowanych technik inżynierii społecznej wpływać na moje pragnienia, a co za tym idzie, wybory. Wtedy oni wyssą ze mnie to czego chcą, a ja pozostanę z życiem, które przeżyłem źle lub wręcz zmarnowałem.
Dlaczego zmarnowałem? Gdyż poszukiwanie szczęścia w obecnie lansowanych źródłach - imprezie, rozrywce, potem pogoni za pieniądzem, erotyce, używkach, serialach, grach i mediach społecznościowych, próba ciągłego przygotowania sobie takiej „zupy szczęścia”, zawsze prowadzi do frustracji, pustki i niejednokrotnie depresji. Każdy jeden z tych substytutów szczęścia można łatwo rozłożyć na czynniki pierwsze. Lubię oglądać seriale? A może tak mi się tylko wydaje? Może jest to pragnienie brania udziału w interesujących zdarzeniach, obcowania z elitami, ludźmi atrakcyjnymi, podmienione na „pragnienie” patrzenia w ekran i przeżywania tego wszystkiego z pozycji siedzącej lub leżącej.
Co bardzo interesujące, ludzki mózg nagradza nas wystrzałem dopaminy gdy widzi satysfakcjonujące zdarzenia, jednak nie robi mu (naszemu mózgowi) różnicy, czy widzimy te wydarzenia na ekranie czy naprawdę bierzemy w nich udział. Dlaczego tak jest - jest wielką tajemnicą. Czy młody człowiek naprawdę lubi grać w grę, gdyż jest coś satysfakcjonującego np. w zabijaniu niewinnych pikseli? A może jest to pragnienie osiągnięć, zmagania się z przeciwnościami, bycia kompetentnym, odgrywania ważnej roli? Te pragnienia są zakorzenione w sercu każdego młodego mężczyzny. Wielki Biznes to wie. Wie również, co stwierdzono wyżej, że ludzki mózg można oszukać i że sterowanie postaciami wirtualnymi, ratowanie świata, osiąganie sukcesów sportowych na ekranie czy dowodzenie wirtualnymi armiami, wszystko z pozycji siedzącej, może przynieść graczowi podobny (jeżeli, o zgrozo, nie większy) poziom satysfakcji do tego, gdy naprawdę coś udaje nam się osiągnąć.
Problem polega na tym, że satysfakcja z grania trwa jedynie w trakcie grania. W odróżnieniu od mężczyzny podążającego za swoimi pragnieniami w świecie rzeczywistym gracz komputerowy, choć osiągnie w grze bardzo wiele, poza nabiciem kieszeni Wielkiego Biznesu w swoim życiu pozostanie z... pustką. Podobny mechanizm ma miejsce w temacie pornografii czy mediów społecznościowych, wszystko to zawsze opiera się na tym samym oszustwie: „Spełniaj pragnienia, zanim się upewnisz, że są naprawdę Twoje”. Walka z tym oszustwem nie jest łatwa, ponieważ przeciwnik nigdy nie ustanie w dążeniu do zawładnięcia moimi pieniędzmi, czasem i uwagą, a w efekcie i moją duszą. Doskonale wie, że człowiek, który odkrywa czego pragnie NAPRAWDĘ, dość szybko staje się gorszym konsumentem i trudniejszym do sterowania wyborcą. Rozbrajanie tych kłamstw prowadzi też do zmniejszenia niepokoju, który jest stanem najbardziej przez sprzedawców szczęścia pożądanym.
Myślę, że w czasach masowego zanurzenia w świecie iluzji, rozmowy z młodzieżą, która nie ma formacji katolickiej, rozpoczynałbym właśnie od wskazania, że ktoś chce podmienić im pragnienia, i że zanim na pogoń za pragnieniami poświęci się czas, energię i pieniądze, warto zatrzymać się na chwilę i zapytać: „Czy to naprawdę moje pragnienie czy też może... ktoś mi to chce?".
Komentarze
Bóg zapłać za artykuł. Na pewno warto pytać i to nie tylko młodych o ich pragnienia. Czy te pragnienia rzeczywiście prowadzą ciebie do szczęścia? Trzeba być oczywiście gotowym mówić o swoich pragnieniach. Z Panem Bogiem.