Cisza to w dzisiejszym świecie towar deficytowy, reglamentowany, a niekiedy po prostu zapomniany lub niechciany.
Nieodłączną częścią śmiertelnej natury człowieka jest odpoczynek, który jest niezbędny do odzyskania nadwątlonych sił po trudzie dnia powszedniego. Regeneracja organizmu pozwala na powrót do uprzedniego neutralnego stanu albo przynajmniej zbliżenia się ku niemu.
Doskonałą przestrzenią do należytego wytchnienia zdecydowanie jest cisza. Człowiek wyciszając swój umysł, zmysły i bodźce zewnętrzne prowadzi do swoistego "zresetowania systemu" w swojej głowie.
Nadmierne przebodźcowanie w dzisiejszych czasach powinno prowadzić do jeszcze większego nacisku na jakość odpoczynku. Dzieje się tak, iż owe przeładowanie wytrzymałości ludzkiego mózgu bierze się zawsze ze zwielokrotnionej ilości informacji, które docierają do nas z niemalże każdej strony: reklamy w tramwaju, wszechogarniające bilbordy, banery, plakaty,
produkty w sklepie z taką ilością drobnego druku, jakby producent starał
się zawrzeć na nich historię starożytnego Rzymu.
Bombardowane są w ten sposób wszystkie zmysły, począwszy od wzroku i słuchu, poprzez dotyk, a na smaku i zapachu skończywszy. Niekiedy mamy wrażenie, że każdy wolny skrawek pustego miejsca musi zostać czymś zapełniony.
Współczesny wygląd świata doprowadza do tego, że człowiek jest narażony na coraz więcej uzależnień. Wszystkie sprowadzają się jednakże do wspólnego mianownika, czyli do niekontrolowanego i nadmiernego zalania mózgu dopaminą oraz serotoniną. Nie zawsze jednak uświadamiamy sobie, że problem uzależnień może dotyczyć na pozór zdrowych ludzi, stroniących od wszelkiego rodzaju używek. Każda pozyskana informacja dostarcza człowiekowi nowych emocji - mniejszych, większych, negatywnych czy pozytywnych. Ogromna ilość informacji dostarczana już na sekundy od otwarcia rano oczu, powoduje, że mimowolnie, a często nawet nieświadomie stajemy się zakładnikami informacji. Najlepsze w tym jest to, że nawet nie jest dla nas ważne jakie będą to informacje - byle co, byle by coś czytać (np bezmyślne i bezwiedne przewijanie portali społecznościowych).
Problemem nadmiernego przeinformowania jest to, że zobojętniamy się na to
co nas otacza, a co normalnie powinno wywołać emocje prowadzące do
podjęcia konkretnych działań. Cisza jest jednocześnie motorem działania, ale nie o tym chciałem tutaj opowiedzieć.
Skala problemu jest na tyle przerażająca, że człowiek zatracił pierwotny zmysł do prawdziwego odpoczynku. Oczywiście istnieją jego aktywne formy, ale nazwałbym to raczej rekreacją, aniżeli sensu stricto samym odpoczynkiem. Nawet gdy uda nam się wyłączyć otaczający nas sprzęt elektroniczny, zamknąć okna, odgrodzić się od wszelkich bodźców (zakładając, że mieszkamy w głośnym mieście) to w dalszym ciągu jest coś na co wcale nie zwracamy już uwagi. Polecam każdemu zaciekawionemu mały eksperyment. Na 5 minut odłączyć cały prąd w mieszkaniu i spróbować dojrzeć tę różnicę - nagle znika cały szum, którego już na co dzień sobie nie uświadamiamy, a który także wpływa na percepcję i odprężenie umysłu. Domyślam się, że brzmi to śmiesznie, ale powyższe kilka zdań miało jedynie zobrazować to, jak dużo bodźców nas otacza, a których zdolność wyłapania kompletnie już zatraciliśmy.
Wracając jednakże do tematu, pokuszę się na pewną tezę: "człowiek w dzisiejszych czasach zaczął bać się ciszy". Jest to związane z tym, że cisza nie jest czymś obojętnym - zmusza nas do zostania sam na sam z własnymi myślami. Myślami, które nieraz próbujemy z różnych przyczyn zagłuszyć. Niestety nie z każdą emocją człowiek jest w stanie sobie sam poradzić, tak samo jak z wyrzutami, niedopełnionymi obowiązkami, marzeniami - często po prostu z tym co nam się w życiu nie udało.
Myślę, że powyższą tezę należałoby więc lekko zmodyfikować aby nadać jej kształt hipotezy: "człowiek w dzisiejszych czasach zaczął bać się ciszy, gdyż cisza wybudza sumienie z letargu".
Najbardziej ceniony w XXI w. święty to Święty Spokój. Pod pozorem rzekomej ciszy i odpoczynku w określeniu tym mieści się także spokój od własnych myśli, co jest kompletnym zaprzeczeniem prawdziwego Świętego Spokoju. Nieustanne znajdowanie sobie zajęcia, które absorbuje naszą percepcję doprowadza do tego zatracamy wewnętrzny głos sumienia.
Odpowiednie połączenie ciszy ze zgodnym współdziałaniem sumienia (oczywiście prawidłowo ukształtowanego) może przyczynić się do zwiększania cnoty pokory. Czym pokora właśnie najlepiej się wyraża? - Ciszą. Wystarczy spojrzeć w tym momencie na Matkę Bożą oraz jej cichość podczas współodkupieńczego cierpienia wraz ze Swoim Synem. Wszystko przeżywała w sobie zarówno pod Krzyżem, jak i w innych momentach ziemskiego życia, wypowiadając się na kartach Ewangelii w najbardziej minimalistyczny sposób jak tylko można. Nadmierna gadatliwość może być niejednokrotnie odebrana jako pełzająca pycha, kiedy jednocześnie umiarkowanie w mówieniu i powściągliwość określane są właśnie jako determinanty pokory.
Sam Pan Jezus udawał się na miejsce pustynne, ażeby w ciszy i skupieniu z dala od zgiełku modlić się do Ojca.
W Księdze Izajasza możemy znaleźć także fragment o potędze ciszy i jej ogromnej roli w podążaniu drogą do zbawienia: „W nawróceniu i spokoju, jest wasze ocalenie, w ciszy i
ufności leży wasza siła” (Iz 30, 15)
Uogólniając, dążę do tego, że brak pokory bardzo często wiąże się z
brakiem ciszy w naszym życiu - nadmierna ilość informacji popycha nasze
myśli w złym kierunku. Nieprawidłowo rozumiany odpoczynek, sprawia, że
jesteśmy jeszcze bardziej zmęczeni i zamknięci na głos sumienia. W
zgiełku świata nie jesteśmy też w stanie usłyszeć Ducha Świętego, który
za pomocą zbawiennych natchnień z pewnością na ten mistyczny sposób do
nas przemawia.
Stajemy się w ten sposób osamotnieni i zagubieni, gdyż słuchając wszystkiego wokoło nie słyszymy tak naprawdę nic.
Komentarze
Świetny artykuł, dotyka sedna problemu
Ad Maiorem Dei Gloriam :)