Fragment Encykliki Papieża Piusa XII :
"Wzdryga się dusza na wspomnienie wszystkich tych mąk, które bohater Chrystusowy z niezłomnym męstwem i nieugiętą wiarą przecierpiał. “Po obiciu kijami i dotkliwych policzkach, przywiązany sznurem do konia, ciągniony był przez jeźdźca na powrozie męczącą i krwawa drogą aż do Janowa, gdzie czekała go ostatnia katusza”. W tej męce dorówna Męczennik polski najchlubniejszym zwycięzcom, jakich czci katolicki Kościół. Zapytany, czy jest łacińskim księdzem, odparł Andrzej: “jestem katolickim kapłanem; w tej wierze się urodziłem i w niej też chcę umrzeć. Wiara moja jest prawdziwa i do zbawienia prowadzi: wy powinniście żałować i pokutę czynić, bo bez tego w waszych błędach zbawienia nie dostąpicie. Przyjmując moją wiarę, poznacie prawdziwego Boga i wybawicie dusze wasze” (z listu Piusa XI Ex aperto Christi latere; AAS 30 (1938) 359)."
Porównajmy z "nowomową" Ks. Józefa Niżnika – Kustosza Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie.
"... Umiał zastosować teologię w życiu. Szedł do prawosławnych, nie po to, żeby ich nawracać, ale żeby ich ewangelizować. On zrozumiał, że do podziału chrześcijan doprowadzili ludzie, a nie Bóg. I patrzył oczyma Bożymi na ludzi. Wierzył, że ci, którzy są ochrzczeni w prawosławiu i katolicyzmie, oni mają się zbawić. Dlatego szedł jednym i drugim pomagać. Nie nawracał, a ewangelizował. I tak my wszyscy dziś powinniśmy postępować. Nie tyle osadzać ludzi, tylko dawać dobre świadectwo. A jeśli my będziemy w porządku, my będziemy blisko Boga, my będziemy gorliwi, to ludzie tez potrafią poprzeć na nas inaczej. Bo może my jesteśmy mało wiarygodni dzisiaj jak chrześcijanie. Dlatego co innego mówimy, inaczej żyjemy, co innego robimy. A tutaj św. Andrzej Bobola nam pokazuje, że świadek Chrystusa musi być wiarygodny. Musi żyć tak, jak mówi ewangelia i sam dawać tego przykłady. I wtedy ludzie tęsknili by za chrześcijaństwem. On poszedł do tych, którymi nikt nie chciał się zainteresować, których wszyscy przekreślili. A święty pokazał im, że Bóg też ich kocha i oni też potrzebują zbawienia. I to jest piękne u św. Andrzeja. Taka prawdziwie ewangeliczna gorliwość, gdzie nie potępia, nie szufladkuje ludzi, że ten taki ten inny, tylko idzie do takiego człowieka, jakim on jest i potrafi z nim przebywać. To jest coś kapitalnego, nauczyć się takim być, znosić przeciwności i w tym wszystkim wiedzieć, że trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi ”